Miami Heat bez żalu pożegnali się z wybranym w ubiegłorocznym drafcie Shabazzem Napierem, którego LeBron James nazwał wtedy „swoim ulubionym zawodnikiem” z całego naboru. Wszystko to efekt zbyt dużej liczby guardów w zespole Heat – już od miesięcy mówiło się zresztą, że klub najprawdopodobniej zdecyduje się oddać jednego ze swoich obrońców, głównie po to, aby uszczuplić skład i zaoszczędzić nieco pieniędzy. Warto przypomnieć, że Heat oddali dwa wybory w drugiej rundzie oraz wybranego z 26. numerem PJ Hairstona, by przejąć Napiera – wybranego dwa numery wyżej – od Charlotte Hornets. Nie wiadomo, czy zrobili to z powodu wypowiedzi LeBrona.

Napier nie będzie musiał jednak przeprowadzać się daleko, bo został wytransferowany w obrębie tego samego stanu i w przyszłym sezonie cały czas będzie reprezentował barwy klubu z Florydy. Orlando Magic oddali za niego chroniony wybór w drugiej rundzie któregoś z przyszłych draftów, a więc tak w zasadzie to nie oddali nic.

Heat ruchem tym nie tyko usunęli jednego zawodnika z przepełnionego składu, ale też zaoszczędzili prawie $6 milionów dolarów. Będą oni bowiem pierwszym zespołem, który w przyszłym sezonie zapłaci tzw. penal repeater tax, jako że byli ponad progiem podatku od luksusu w poprzednich sezonach i zapowiada się, że przekroczą ten próg także wraz ze startem zbliżających się rozgrywek. Mogliby zaoszczędzić nawet więcej, gdyby wytransferowali Mario Chalmera – który zarobi $4.3 miliona w przyszłym sezonie – ale woleli zostawić sobie nominalnego rozgrywającego, choć mówi się, że nadal szukają kogoś, kto wziąłby także Chalmersa. Na razie udało się pozbyć kilku kolejnych milionów, transferując Zorana Dragicia do Boston Celtics.

Na dodatek, Napier to bardziej two-guard, a więc zawodnik, który może grać na obu obwodowych pozycjach, podczas gdy w zespole to właśnie Chalmers jest jedynym prawdziwym playmakerem, będąc także znacznie bardziej doświadczonym niż 22-letni Napier, który poprzedni sezon – obfitujący we wzloty i upadki, a więc bardzo nierówny – zakończył przedwcześnie z powodu przepukliny. Dwukrotnie był też odsyłany do D-League, a ostatecznie w debiucie na parkietach NBA wystąpił w 51 spotkaniach, notując średnio 5.1 punktów oraz 2.5 asysty, ale trafiając tylko 38 procent rzutów. Chalmers z kolei zaliczył najlepszy punktowo sezon w karierze i to pomimo najgorszej dotychczas skuteczności zza łuku (po raz pierwszy zszedł poniżej 30 procent).

Wydaje się więc, że Heat już na dobre oddają zespół w ręce Gorana Dragicia, którego przecież pozyskali w lutym. Po odesłaniu Norrisa Cole’a, teraz pozbyli się Napiera, przedłużając tego lata kontrakt ze Słoweńcem, dzięki któremu ten zarobi $85 milionów dolarów za pięć kolejnych lat gry. Stworzy on obwodową rotację z Dwyane’em Wade’em, pierwszoroczniakiem Justisem Winslowem oraz świeżo pozyskanym Geraldem Greenem. To jednak nie koniec decyzji w Miami, ponieważ w składzie wciąż jest za dużo graczy i klub musi zdecydować m.in. o przyszłości Tylera Johnsona, Jamesa Ennisa, Henry Walkera czy wybranego w drugiej rundzie draftu Josha Richardsona.

Ten ostatni był zresztą jednym z jaśniejszych punktów podczas tegorocznych zmagań Heat w lidze letniej, ale i Napier – który w 2013 roku poprowadził Connecticut Huskies do mistrzowsta NCAA – pokazał się z dobrej strony. Znacznej poprawie uległa jego pewność siebie podczas wjazdów na kosz, które kończył na znacznie lepszej skuteczności, ale także czucie gry, co pozwoliło mu na lepsze podejmowanie decyzji i angażowanie partnerów. Największą bolączką wciąż pozostaje niestabilny rzut, ale potencjał cały czas jest spory.

Sam zainteresowany przyznał niedawno, że trudne doświadczenia z pierwszego sezonu pomogły mu lepiej zrozumieć pewne aspekty gry i dały światło na błędy, które musi w swojej wyeliminować:

„Doświadczenie zawsze jest pomocne dla zawodnika. Uczysz się, oglądając filmy i rzeczywiście zauważyłem wiele rzeczy, które powinienem robić lepiej. Dzięki temu gra zdecydowanie zwalnia, dając mi czas na analizę moich błędów.”

Jeszcze przed transferem, dodawał również, że jego zadaniem jest zawsze pomóc drużynie, ale nie poprzez bycie kimś, kim się nie jest, a poprzez bycie po prostu sobą. Najważniejsze jest więc robić to, co najlepsze dla zespołu. Od przyszłego sezonu Napier będzie więc starał się dla Orlando Magic, dla których poszerzenie głębi składu na pozycjach obwodowych było jednym z priorytetów na tegoroczny offseason. Prócz pozyskania 22-latka udało im się też podpisać kontrakt z CJ Watsonem, a w składzie są też przecież Victor Oladipo oraz Elfrid Payton.