Za nami pierwsze spotkania pierwszej rundy tegorocznej fazy playoff. Emocji i niespodzianek nie brakowało. Raczej nikt nie spodziewał się, że St. Louis Blues obudzą się z ostatniego letargu i będą prowadzić z obrońcami tytułu 2-0. Z drugiej strony w zapowiadanej na równy pojedynek rywalizacji Lightning – Canadiens mamy już 3-0 dla kanadyjskiej ekipy. A przecież są jeszcze Red Wings i Blue Jackets, którzy pozbawili atutu własnego lodowiska faworyzowanych rywali. O tym, ale także o innych parach playoff, właśnie w tym raporcie. Let’s drop the puck!

Jastrzębie nie lubią bluesa

Nie lubią a dodatkowo nie mają także szczęścia, choć patrząc na mecz numer dwa także i trochę brakuje im rozumu. Najpierw jednak oba zespoły zagrały maraton trwający aż trzy dogrywki, choć w sumie były to dwie i 26 sekund trzeciej. Było to najdłuższe spotkanie w historii zespołu z St. Louis a co najważniejsze zwycięskie, gdyż decydujące trafienie zadał czołowy gracz Nutek Alexander Steen. Co ciekawe z pozostałych sześciu goli aż pięć padło w pierwszej tercji a Blues wyrównali na 3-3 dopiero na początku trzeciej (Jaden Schwartz). W drugim spotkaniu emocje były jeszcze większe. Nutki prowadziły już 2-0, ale Jastrzębie odrobiły straty i po golach swoich obrońców wyszły na prowadzenie. Zamiast pozostałą część trzeciej tercji poświęcić na obronę prowadzenia, Blackhawks niepotrzebnie zaczęli grać zbyt ostro. Najpierw Bryan Bickell zaatakował kolano Vladimira Sobotki a chwilę później Brent Seabrook sfaulował Davida Backesa, za co musiał udać się do szatni. Blues wykorzystali szansę, wyrównując na 6,4 sekundy przed końcem meczu po golu Vladimira Tarasenki. W dogrywce znów lepsi byli gospodarze. Gol Barreta Jackmana był dopiero czwartym trafieniem defensora w dogrywce spotkań w playoff w historii organizacji.

[youtuber youtube=’http://www.youtube.com/watch?v=vFCiYri04Oo’]
Atak Seabrooka na Backesa

Ostatecznie Seabrook otrzymał trzy mecze zawieszenia, co przy stanie 0-2 stawia obrońców tytułu w bardzo trudnej sytuacji, tym bardziej, że z kontuzjami grają Kane i Toews a reszta napastników nie błyszczy…

[youtuber youtube=’http://www.youtube.com/watch?v=UFBDmPtwmCA’]
Zwycięski gol Jackmana

Tutejsi jedną nogą w półfinałach

W zapowiedziach playoff wspominałem, że przy wyrównanych siłach i składach Canadiens i Lightning mogą decydować szczegóły np. na pozycji bramkarza. Póki co okazało się to po części prawdą, choć w przypadku Habs jeszcze ważniejsza jest postawa ich najlepszych graczy oraz lepsza gra w defensywie. Faktem jest jednak, że Anders Lindback (troszkę dzięki swoim obrońcom) nie błyszczy a 88,8% udanych interwencji i 11 straconych goli po trzech meczach to statystyki, które nie gwarantują sukcesu w playoffach. Z drugiej strony wszyscy wiemy, ile dla Bolts znaczy Ben Bishop i trudno za wszystko winić Lindbacka, którego doświadczenie z fazy posezonowej to całe 13 minut z sezonu 2010/2011, kiedy grał jeszcze w Nashville Predators.

[youtuber youtube=’http://www.youtube.com/watch?v=lkYWWQqVNso’]
Skróty meczu nr 1: Lightning – Canadiens

A jeśli chodzi o samą serię to zaczęło się od 5-4 i golu w dogrywce Dale’a Weise’a. W drugim meczu Habs nie pozostawili już złudzeń i wygrali 4-1 a sporo pomógł Carey Price, notując 25 obron. Dzięki wygranej w spotkaniu numer trzy Canadiens zyskali więc ogromną szansę na zakończenie serii do zera i to w dodatku na własnym lodzie. Ostatni pojedynek rozpoczął się dla nich wręcz perfekcyjnie, bo już w 11 sekundzie gola zdobył Rene Bourque. Potem do bramki Bolts trafiali jeszcze Brendan Gallagher i Tomas Plekanec, dla których były to gole numer dwa w tegorocznych playoff, a Tutejsi wygrali ostatecznie 3-2. Z graczy Montrealu warto wyróżnić jeszcze P.K. Subbana, który zanotował już cztery asysty i popisał się choćby taką jak przy podaniu do Gallaghera:

[youtuber youtube=’http://www.youtube.com/watch?v=XrqYk32yCe0′]

Faworyci stracili atut

Atut pewności siebie i własnego lodu. Tak było w serii Bruins z Red Wings i Penguins z Blue Jackets. Czerwone Skrzydła pokazały w pierwszym meczu (wielu fachowców się tego spodziewało), że w pojedynku z najlepszą ekipą sezonu zasadniczego nie zamierzają odpuszczać. Świetny Jimmy Howard (25 obron), dobra gra w obronie i niesamowity Paweł Dacjuk, który na trzy minuty przed końcem spotkania dał skromne 1-0 zwycięstwo ekipie z MoTown. W drugim pojedynku Niedźwiadki zagrały już inaczej, wyciągając wnioski z porażki i co najważniejsze lepiej rozgrywając grę w przewadze a i Howard miał już mniej szczęścia.

[youtuber youtube=’http://www.youtube.com/watch?v=SeWvMci8iKA’]
Gol Dacjuka w Game 1

Z kolei Pittsburgh Penguins można powiedzieć remisują na własne życzenie z Blue Jackets. Najpierw Pingwiny wygrały co prawda 4-3, ale dały się dojść, że stanu 3-1 i dopiero bramka Brandona Suttera w trzeciej tercji rozstrzygnęła o wyniku. W kolejnym meczu było już jednak nieco inaczej. Kurtki ponownie odrobiły dwie bramki straty, ale dodatkowo wydarły zwycięstwo po dwóch dogrywkach. Bohaterem był tutaj Matt Calvert, który najpierw strzelił kontaktową bramkę na 2-3 i nie dość, że uczynił to w osłabieniu to jeszcze był to jego pierwszy w karierze gol w playoff. W dogrywce Calvert był tam gdzie trzeba a zespół z Ohio „ukradł” tak ważne wyjazdowe zwycięstwo a jednocześnie odniósł pierwszą wygraną w historii w fazie posezonowej. Oprócz tego zawodnika warto wyróżnić jeszcze obrońcę Jacka Johnsona – trzy punkty (2G, 1A) w dwóch pierwszych grach.

[youtuber youtube=’http://www.youtube.com/watch?v=7slSSl80JzY’]
Bramka w dogrywce Matta Calverta

Szalejący debiutant

W trzech z czterech pozostałych rywalizacji, o których jeszcze nie wspomniałem mamy wynik 2-0, co nie oznacza, że nie ma tam emocji. Co prawda Colorado Avalanche grają bez Matta Duchene, ale w playoff rozbłysła tam w pełni gwiazda Nathana MacKinnona. 18-letni debiutant Lawiny zanotował już bramkę i aż sześć asyst. W serii Avs – Wild mamy do tej pory naprawdę wiele emocji. Zespół z Denver był bliski porażki w pierwszym meczu, przegrywając 2-4 po dwóch tercjach. W trzeciej uratował ich Paul Stastny, wyrównując stan spotkania na 13,4 sekundy przed końcową syreną a potem wprawiając Pepsi Center w euforię w dogrywce. To pierwszy taki przypadek w historii NHL, kiedy dany zawodnik doprowadza do remisu w ostatnich 15 sekundach a potem daje zwycięstwo w dodatkowym czasie gry. Co ciekawe spore ryzyko podjął trener Patrick Roy, który zdjął bramkarza już na trzy ostatnie minuty spotkania.

[youtuber youtube=’http://www.youtube.com/watch?v=wog21FNfjEU’]

W drugim meczu (4-2) już nie było tak nerwowo, choć młodzi gracze Avalanche doprowadzili do sytuacji, kiedy to Wild strzelili na 3-2 w osłabieniu i jeszcze pudłowali na pustą bramkę gości. W tym pojedynku cztery oczka miał MacKinnon, podobnie jak Stastny (obaj 1G, 3A) a dwie bramki zdobył Gabriel Landeskog. W ten sposób pierwsza formacja Colorado zdobyła już łącznie 17 punktów (7G, 10A).

Pognębiony Quick, triumfujący rezerwowy

W dwóch innych seriach Zachodu mamy prowadzenie Anaheim Ducks nad Dallas Stars 2-0 a podobnie jest w serii Sharks – Kings. Kaczory wykorzystały własny lód i uczyniły to z Frederikiem Andersenem w bramce. Z kolei Rekiny rozstrzelały Królów 6-3 i 7-2, mimo iż ci drudzy prowadzili w meczu numer dwa 2-0. Kto by się spodziewał, że Jonathan Quick będzie miał na tym etapie 12 straconych goli? Emocji nie brakowało także w parze Rangers – Flyers. Pierwszy mecz pewnie wygrali Strażnicy (4-1), ale w drugim (2-4) Lotnicy pokazali się z dużo lepszej strony i wracają do siebie z remisowym wynikiem serii. Nie oznacza to jednak łatwej przeprawy u siebie, bo to wciąż Rangers z Lundvistem są faworytem tej rywalizacji.

[youtuber youtube=’http://www.youtube.com/watch?v=uZiKIIHxVEQ’]
Rekiny gromą Królów w meczu numer dwa