Po weekendowych meczach znamy już skład XI SuperFinału. Zagrają w nim obrońcy tytułu Seahawks Gdynia oraz Panthers Wrocław. Skład… dokładnie taki jak wszyscy się spodziewali, ale przebieg półfinałowych zmagań wcale nie był spacerkiem zarówno dla Jastrzębi jak i Panter.

W obu półfinałach zobaczyliśmy dwa naprawdę świetne widowiska, w których faworyci musieli gonić wynik i odwracać losy pojedynków. I jednym i drugim się to udało, pokazali, że mają „mistrzowski charakter”, który w takich meczach ma niebagatelne znaczenie. Ale ten tekst chciałbym poświęcić nie zwycięzcom, a przegranym, choć słowo „przegrany” mam wrażenie, że jest tutaj nie na miejscu bowiem i Eagles i Lowlanders pokazali kawał dobrego futbolu. Obie ekipy zasłużyły na słowa uznania i wielki szacunek za to jak zaprezentowali się w starciach z faworyzowanymi przeciwnikami.

Zacznę do Eagles, bo po tej drużynie nie spodziewałem się zbyt wiele, a tymczasem początek meczu półfinałowego należał całkowicie do nich. Grali z Panthers jak równy z równym i co więcej sami zdobywali punkty zachowując jednocześnie czyste konto. Przyznam szczerze, że przy wyniku 10:0 dla Eagles przecierałem oczy ze zdumienia. Nie dość, że zdobyli przyłożenie, skutecznie podwyższyli za 1 punkt – może nie było to jakimś wielkim szokiem, bo extra pointy ze skutecznych kopnięć zaczęli zdobywać kilka spotkań wcześniej, ale już udany field goal całkowicie mnie zszokował. W defensywie również radzili sobie nie najgorzej. Sen Eagles co prawda nie trwał długo, bo Panthers po początkowym knock downie szybko się pozbierali i jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie, ale postawa Orłów w pierwszej i na początku drugiej kwarty może być zapowiedzią tego, że warszawianie na poważnie myślą o powrocie do ścisłej czołówki ligi.

Te aspiracje poniekąd potwierdził również mecz z Seahawks, w którym Eagles sensacyjnie prowadzili jeszcze na kilka sekund przed końcem spotkania. Wydaje mi się, że w tym sezonie byliśmy świadkami narodzenia się drużyny w klubie z Warszawy. Dwa poprzednie lata to była próba odbudowywania składu po odejściu wielu starszych zawodników, docierania się i eksperymentów. W końcówce tego sezonu jednak mam wrażenie, że wreszcie zaczęło wszystko ze sobą grać. Z wielką uwagą będę obserwował to co będzie działo się w Eagles, bo być może są oni właśnie na początku drogi, która umożliwi Orłom ponowne, realne włączenie się do walki o mistrzostwo Polski.

Lowlanders Białystok w wyścigu o mistrzostwo w tej chwili są o krok przed klubem z Warszawy. Swoje aspiracje potwierdzili w meczu półfinałowym, gdzie od zwycięstwa i upragnionego awansu do najważniejszego meczu sezonu dzieliły ich sekundy. Seahawks praktycznie w ostatniej akcji wydarli im zwycięstwo. Zapewne większość z oglądających przeżywała deja vu, bo dokładnie taki sam przebieg miało poprzednie spotkanie pomiędzy tymi ekipami. Lowlanders dwoili się i troili, robili wszystko co było w ich mocy aby wygrać pojedynek z Seahawks i naprawdę zabrakło niewiele by odnieśli największy sukces w historii klubu. Myślę jednak, że Ludzie z Nizin mogą chodzić z wysoko podniesionymi głowami. Obecny sezon sprawił, że Lowlanders wyszli z cienia swoich bardziej utytułowanych przeciwników, co prawda w meczach z Panthers dość wyraźnie przegrywali, ale już pojedynki z Seahawks i Eagles pokazały prawdziwą siłę tego zespołu. Życzyłbym sobie, aby formę i styl w jakim grają utrzymali, a nawet podnieśli w kolejnych sezonach, bo to niewątpliwie sprawiłoby, że liga stałaby się znacznie ciekawsza.

Oba półfinały oglądałem z prawdziwą przyjemnością i według mnie takie mecze powinny być wizytówką Topligi! Gratuluję wszystkim zespołom, które mierzyły się w tych meczach bo stworzyły pasjonujące widowiska. Oby był to dobry prognostyk przed sezonem 2017.

Zdjęcie tytułowe: Sławek Boczkowski/Slaweg – Foto
Zapraszam do polubienia fanpage Slaweg – Foto – znajdziecie tam mnóstwo futbolowych zdjęć.