Początek nowego sezonu przyniósł nam wiele niespodziewanych wydarzeń. Wraz z każdym kolejnym dniem, niespodzianki się mnożą. Kto bowiem przypuszczał, że Edmonton Oilers mogą jeszcze słabiej grać w defensywie lub, że Carolina Hurricanes będą rozważali trade Erica Staala. Jedną z rzeczy, które powodują zdziwienie na twarzach fanów hokeja, jest także niewątpliwie nieoczekiwana postawa Ricka Nasha.

30-letni skrzydłowy Rangers, w końcu chyba odnalazł się na dobre w drużynie z Nowego Yorku. Już w tamtym sezonie wydawało się, że sprowadzenie z Lightning Martina St. Louis, dla Nasha będzie bodźcem do lepszej dyspozycji. Tak się nie stało i przez resztę sezonu Rick nie poprawił swojej gry. Mimo tego, że jego zespół dotarł aż do finału Pucharu Stanleya, zdobył on w playoffach zaledwie 10 punktów, co także przyczyniło się do tego, że Strażnicy nie postawili się Los Angeles Kings w decydujących spotkaniach.

Początek tego sezonu wyraźnie zwiastuje poprawę dyspozycji Nasha. W czterech spotkaniach zdobył już sześć bramek i raz asystował, co plasuje go na czele zarówno klasyfikacji strzelców, jak i punktacji kanadyjskiej. Świetna postawa, będącego do tej pory wielkim rozczarowaniem, zawodnika dziwi nie tylko przez wzgląd na to, że w poprzednim sezonie spisywał się poniżej wszelkiej krytyki. Najbardziej zaskakuje fakt, że Nash gra wyśmienicie praktycznie bez wsparcia kolegów. Rangers bowiem, z czterech spotkań wygrali zaledwie jedno.

Jeżeli Rick utrzyma obecną formę, a inni Rangersi również wskoczą na wyższe obroty, ten sezon może być dla tej organizacji jeszcze bardziej udany, niż kampania 2013/2014. Czy jesteśmy świadkami nowojorskiego renesansu Nasha? Przekonamy się o tym w najbliższych tygodniach.